Dzień rozpoczął się upalnie. W strugach potu minąłem Darłówko i dotarłem do Wicia. Stąd miałem zamiar obejść teren poligonu. Problem polegał na tym, że nie mogłem rozwinąć właściwej prędkości. Uraz pięty powodował, że nie mogłem wydłużyć kroku, a pęcherz z przodu stopy uniemożliwiał właściwe odbicie. Przeszedłem około 5 km asfaltową szosą i zdałem sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Perspektywa kilkudziesięciu tysięcy uderzeń bolącą stopą o twardą nawierzchnię zmroziła mnie mimo panującego upału. Pomyślałem - trudno, trzeba podwinąć kitę. Zdecydowałem się na podwózkę. O dziwo, już druga próba zaowocowała sukcesem. Do Ustki podwiozło mnie młode małżeństwo z dwumiesięczną Klaudią. Przed naszym przyjazdem przez Ustkę przetoczyła się nawałnica, ale nas już przywitało słońce. Z Ustki udałem się pod Orzechowo i tam spędziłem noc.
Blog poświęcony próbie pokonania pieszo trasy Świnoujście - Hel w czasie poniżej 120 godzin.
sobota, 2 czerwca 2018
piątek, 1 czerwca 2018
Etap II 31.05.2018 r. Dźwirzyno - Kanał Szczuczy (59 km)
Dzień nie wyróżnił się niczym szczególnym. Pogoda w zasadzie dobra, czasem za gorąco, czasem zbyt chłodno, chłodny zwłaszcza był wieczór. Dotarłem mniej więcej tam gdzie zamierzałem, ale zbyt późno. Planowałem się położyć w okolicach godziny dwunastej, no pierwszej, a wyszło jak zwykle, czyli w okolicach godziny trzeciej. Jednak cud o którym pisałem nie nastąpił. Tragedii nie ma, ale sytuacja z wolna się pogarsza, idę coraz wolniej. Jutro czeka mnie trudny odcinek - przejście naokoło usteckiego poligonu. To będzie duże wyzwanie dla mojej kontuzjowanej stopy, ponieważ tego typu kontuzje nie lubią kontaktu z twardym podłożem, a czeka mnie ponad 30 km asfaltowymi szosami.
czwartek, 31 maja 2018
Etap I 30.05.2018 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
wtorek, 29 maja 2018
I znowu w drogę
Tym razem wyruszam 30. maja rano, znowu jestem dobrej myśli i mam nadzieję ukończyć trasę w regulaminowym czasie. W miarę możliwości będę starał się zamieszczać krótkie omówienia kolejnych pokonywanych przez mnie odcinków.
poniedziałek, 29 maja 2017
Etap III 28.05.2017 r. Kanał Szczuczy - Orzechowo (50 km)
Etap II 27.05.2017 r. Dźwirzyno - Kanał Szczuczy (60 km)
sobota, 27 maja 2017
Etap I 26.05.2017 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
czwartek, 25 maja 2017
Przez poligon i ustecką kładkę na dokładkę
Zapraszam do lektury krótkich relacji z wyprawy zamieszczanych na niniejszym blogu i pozdrawiam wszystkich jego czytelników, a także tych nieczytatych :-)
sobota, 20 sierpnia 2016
Etap drugi i ostatni 19.08.2016 r. Dźwirzyno - Kołobrzeg (7 km)
Gdy deszcz zelżał, ruszyłem dalej. Po drodze uświadomiłem sobie, że poprzedniego wieczoru w Pogorzelicy, podczas wieczornego przepaku, zostawiłem zapasowe wkładki do butów, których używałem zamiennie z oryginalnymi. Postanowiłem uzupełnić tę stratę w Kołobrzegu, udało mi się to w tamtejszej filii "Rossmanna". Po wyjściu ze sklepu uświadomiłem sobie - ku swojemu przerażeniu - że doznałem straty nieporównanie większej. Rano zostawiłem w lesie stelaż od namiotu. Została mi jedynie płachta, która od biedy wystarczyłaby pod warunkiem bezdeszczowej pogody. Dotychczasowe doświadczenia z aurą wykluczały takie rozwiązanie. Gdyby nie był to sezon, mógłbym spróbować iść dalej sypiając po kwaterach, ale po pierwsze - miałbym zapewne trudności z załatwieniem lokum dla jednej osoby na jedną noc na ostatnią chwilę, a poza tym pory o jakich składałem się na spoczynek kompletnie nie odpowiadałyby właścicielom. Alternatywa? Spanie pod namiotową szmatą w strugach deszczu, ale tę już wcześniej odrzuciłem. Powrót do obozowiska w celu odzyskania stelaża był fantasmagorią. Szukałem schronienia nocą, klucząc między krzaczorami, a rano też wykonałem małą rundkę, bo pomyliłem kierunki. Cud chyba tylko sprawiłby, że odnalazłbym ten niesforny stelaż, a powrót do tego miejsca i powrót do Kołobrzegu, nie licząc czasu szukania, to co najmniej 3 godziny. Jakby nie patrzeć, dalsza droga straciła sens. Postanowiłem wrócić do domu jak niepyszny i wyruszyć pociągiem najpierw do Piasków, później do Helu, a stamtąd już z nowym namiotem wrócić pieszo, ale już bez napinki.
piątek, 19 sierpnia 2016
Etap pierwszy 18.08.2016 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
Gdy zacząłem rozbijać namiot, znów zaczął padać deszcz, który nie odpuścił aż do poranka.
środa, 17 sierpnia 2016
Za ciosem...
Wyruszam 18 sierpnia po szóstej rano. W Helu mam nadzieję zameldować się we wtorek 23 sierpnia we wczesnych godzinach porannych. Zapraszam do lektury krótkich notatek z poszczególnych etapów, zamieszczanych na niniejszym blogu z jednodniowym poślizgiem.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników niniejszego bloga.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Podsumowanie
Właściwy start miał miejsce 3 czerwca. Tym razem pogoda nie zawiodła. Przez całą drogę towarzyszyło mi słońce, nie spadła ani jedna kropla deszczu, a nawet przeciwny wiatr był moim sprzymierzeńcem, chłodząc moje oblicze. Pierwszy etap mierzył 83 km i zakończył się zgodnie z planem za Dźwirzynem.
Nazajutrz zaplanowałem pokonanie trasy Dźwirzyno - Kanał Szczuczy. Cel został zrealizowany, ale do mety dotarłem zbyt późno, ~ 2 godz. Winowajcą tego spowolnienia byłe pęcherze, które zaatakowały moje stopy w dniu poprzednim. Owe 2 godziny opóźnienia towarzyszyły mi już do końca, choć chwilami była to godzina, a czasami trzy.
Etap od Kanału Szczuczego do Dębiny, siłą rzeczy również zakończył się zbyt późno, czego konsekwencją był deficyt snu. Przez pierwsze trzy noce kładłem się około wschodu słońca, a wstawałem między ósmą a dziewiątą. Doświadczenie podpowiadało mi, że prędzej czy później to przeciąganie liny z Morfeuszem skończy się źle. Dokonało się to czwartego dnia, a właściwie nocy w pobliżu Stilo.
Już wcześniej tkanki miękkie mojego ciała protestowały , tworząc pęcherze na moich umęczonych stopach, a końcu zaprotestował mózg domagając się snu i tworząc nierealne wizje, które budziły moją grozę. Ten etap musiał zakończyć się wcześniej. Planowałem dojść o 7 km dalej, ale raz - było zbyt późno, a dwa - byłem zbyt zmęczony by iść dalej. Te 7 km przekładały się, mniej więcej, na te dwie godziny straty, która towarzyszyła mi aż do mety.
Tej nocy położyłem się już po wschodzie słońca i wstałem wyraźnie zniechęcony do świata.
Słoneczny poranek, a przede wszystkim stan plaży, który był idealny do marszu aż do początków Władysławowa, przywróciły mi wiarę w sens życia, które - jak wiadomo - jest drogą.
25 km do Karwi pokonałem w nieco ponad 5 godz., co natchnęło mnie nadzieją na przyzwoity wynik. Startując, odchudziłem mój ekwipunek o znoszony już namiot, szpilki, pusty kartusz po gazie, a także dziurawe gacie i sfatygowaną koszulkę. Dało to przynajmniej kilogram mniej do dźwigania.
Szło się świetnie, aż do "Władka". Tam stan plaży się pogorszył i wyszedłem do miasta. Tuż za rondem wyjazdowym z Władysławowa do Helu obaliłem wieczornego "Radlera", zmieniłem skarpetki i ścieżką rowerową ruszyłem w drogę, aż do Juraty. Tam wróciłem na plażę i, jak wspomniałem, 120. godzina zastała mnie około 7 km od celu, jakim jest wejście nr 67 na Cyplu Helskim. Wynik mógłby być o pół godz. lepszy, ale uszło ze mnie powietrze i zrobiłem sobie dodatkowy odpoczynek w okolicy tablicy z oznaczeniem 29 km.
W sumie wynik nie jest zły, do połknięcia zostały jeszcze 2 godziny. Kończąc trasę obiecywałem sobie solennie (jak zawsze), że to już ostatni raz, ale już nazajutrz wiara w sukces powróciła. Być może pod koniec sierpnia podejmę kolejną próbę.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wytrwałych czytelników.
czwartek, 9 czerwca 2016
Etap V - uzupełnienie: 07.06.-08.06. 2016 r. Lubiatowo - Hel (77 km)
Etap V - uzupełnienie
Tego ranka położyłem się spać o 4:30, krótko po wschodzie słońca. Postanowiłem w końcu się wyspać i wstałem dopiero o 10:30 w nastroju zdecydowanie defetystycznym. Z towarzyszeniem słońca wyruszyłem o 12:35 spod wejścia Słajszewo 47, o kilometr przed Lubiatowem.
I w telegraficznym skrócie:
12:51 - Lubiatowo 44, w przyplażowym centrum gastronomicznym kupuję sobie loda i Pepsi
13:15 - przekraczam ujście Lubiatówki
14:00 - ujście Potoku Bezimiennego (tu zamierzałem startować tego dnia)
14:30 - Białogóra 33, stan plaży był tym razem idealny, twarda i równa niczym stół, nogi same niosły i zacząłem dostrzegać szanse ukończenia marszu w 120 godz.
16:05 - przekraczam kładkę na Piaśnicy w Dębkach
18:10 - przekraczam Kanał Karwianka po wąskiej, niestabilnej kłodzie położonej w poprzek jego nurtu, posiłkując się kijkami dla utrzymanie równowagi, czym wzbudzam aplauz plażowiczów obserwujących z napięciem moją ekwilibrystykę
19:35 - most na Czarnej Wodzie za Karwią, wejściem Ostrowo 38 wracam na plażę, która zwykle w tych okolicach nie sprzyja szybkiemu marszowi, ale teraz sprzyja
20:54 - mijam betonową opaskę chroniącą brzeg przy latarni morskiej "Rozewie"
21:47 - Wąwóz Chłapowski
22:05 - wejściem Władysławowo 9 wchodzę do miasta
23:30 - opuszczam Władysławowo
00:45 - Chałupy
01:53 - Kuźnica, tu robię przerwę na posiłek siedząc na ławce przy ścieżce rowerowej, odwrócony do niej tyłem, gdy cicho nadjeżdżający rowerzysta - żartowniś czyni gromkie Uu! Rzeczywiście mnie przestraszył.
03:01 - parking rowerowy, tu dwa lata temu poległem na walce ze snem, ale nie tym razem. Czułem zbliżające się objawy nadciągającego kryzysu, ale szczęśliwie szybko przeminął
03:45 - rondo wjazdowe do Jastarni, jak się później okazało w Jastarni widział mnie przejeżdżający samochodem znajomy z Helu, u którego obecnie mieszkam. Adam, pozdrawiam Cię :-)
O piątej z minutami w Juracie schodzę na plażę, aby w ten sposób kontynuować marsz aż do końca. Im bliżej celu, tym stan plaży się pogarszał, ale byłem konsekwentny.
06:25 - sto dwudziesta godzina trasy zastaje mnie 7 km od właściwego jej końca, o dwa kilometry przed Punktem Obserwacyjnym nr 26 Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej
08:30 - wejście nr 67 na Cyplu Helskim - koniec udręki :-) Wynik? 122 godz. i 5 min.
A zatem ubiegłoroczny rezultat poprawiony został o 2 godziny i 23 minuty.
Tyle suchych faktów, Garść refleksji na temat przebiegu całej trasy wrzucę do sieci w ciągu kilku najbliższych dni
środa, 8 czerwca 2016
Etap V 07.06-8.06.2016 r. Lubiatowo - Hel (77 km)
wtorek, 7 czerwca 2016
Etap IV 6.06.2016 r. Dębina - Lubiatowo (57 km)
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Etap III 5.06.2016 r. Kanał Szczuczy - Dębina (66 km)
niedziela, 5 czerwca 2016
Etap II 4.06.2016 r. Dźwirzyno - Kanał Szczuczy (60 km)
PS
Wszystkich komentujących lub pytających w sprawie wyprawy bardzo przepraszam, ale ze względów technicznych (archaiczny telefon) nie jestem w stanie odpowiadać na bieżąco. Solennie obiecuję, że po dotarciu do Helu zaległości powyższe skwapliwie nadrobię.
sobota, 4 czerwca 2016
Ponownie etap pierwszy 3.06.2016 r. Świnoujście - Dźwirzyno (83 km)
środa, 1 czerwca 2016
Etap pierwszy 30.05.2016 r. Świnoujście - Pogorzelica (60 km) i poniekąd ostatni
niedziela, 29 maja 2016
W drogę...
Wynik był lepszy, ale mógł być jeszcze lepszy. Analizując przebieg trasy i międzyczasy, zauważyłem, że w Ustce miałem czas już o ponad dwie godziny lepszy niż poprzednim razem. Zamiast iść za ciosem, rozmemłałem tę przewagę i czas był taki jaki był, ale nie narzekam.
W tym roku szósta próba. Popracowałem trochę nad szybkością i techniką chodu, a zwłaszcza nad długością kroku. Na przełomie kwietnia i maja tego roku zrobiłem sprawdzian na trasie Dźwirzyno - Ustka. Test wypadł nad wyraz pozytywnie, trasę pokonałem w czasie o prawie dwie godziny lepszym niż przed rokiem.
Spory w tym udział miał mój nowy nabytek sprzętowy - stuptuty.
To dziwne słowo określa ochraniacze zakładane na buty, które chronią je przed dostawaniem się do wnętrza rozmaitych zanieczyszczeń. W moim przypadku głównie chodzi o piasek. Moje ochraniacze nie są klasycznymi stuptutami sięgającymi do kolan i zakładanymi na spodnie. Moje są stuptutami biegowymi sięgającymi lekko za kostkę i noszonymi pod spodniami. Postronny obserwator nawet nie zauważyłby ich istnienia. Stuptuty zdały egzamin wyśmienicie, a wyglądają tak.
Do zera spadła liczba nieplanowanych postojów mających na celu wygarnięcie z butów, niekiedy znacznych ilości, plażowego piasku i wytrzepanie skarpet. Taki postój, skoro się już przydarzy, jest doskonałym pretekstem do przedłużenia przerwy w marszu, kontemplacji i rozmyślań nad sensem życia, dezorganizując precyzyjnie nakreślony harmonogram marszu. One to (stuptuty) sprawiły, żem mógł się skoncentrować na połykaniu kolejnych kilometrów bez obawy o pęcherze, o które nietrudno gdy w butach buzuje piach, czy gałązki, kamyki i inne upierdliwości czyhające na leśnych duktach.
Ta próba generalna, o której wspomniałem, nastroiła mnie bardzo optymistycznie i doda mi wiatru w żagle przy kolejnej wyprawie, którą rozpoczynam w najbliższy poniedziałek, 30. maja. I tym razem nie otrzymałem zgody na przejście plażą usteckiego poligonu - tym razem z powodu przygotowań do ćwiczeń „Anakonda-16”, no ale przynajmniej jest to jakieś uzasadnienie odmowy.
Pozdrawiam, Waldemar