Przepraszam za długie milczenie, ale postanowiłem wyręczyć żonę, która
spisywała dotąd moje wrażenia z wyprawy, planując że skorzystam z
Internetu w Bibliotece w Helu, ale zapomniałem, że to niedziela i
biblioteka jest nieczynna. Naprawiam więc swoje niedopatrzenie, a relacja
będzie bardziej szczegółowa niż dotąd.
Około godz. jedenastej obudził mnie przyjemny odgłos kropel deszczu
bębniących o poszycie namiotu. Oczywiście wprowadziło mnie to w doskonały
nastrój :-) Spakowałem, co się da do plecaka, nie wyłażąc z namiotu, a gdy
deszcz ustał na chwilę, zwinąłem namiot (stwierdziwszy uszkodzenie stelaża,
dobrze że dopiero teraz) i o 12:55 udałem się w drogę. Podaję obiecane
szczegóły w kolejności chronologicznej.
14:18 - mijam wejście Lubiatowo 44 (tam gdzie funkcjonuje przyplażowa
gastronomia)
15:27 - wiatr od rana zmienił kierunek na właściwy tj. zachodni. Dodatkowo
od czasu do czasu doskwierał mi deszcz. W sumie jest zimno, pochmurnie i dość
paskudnie. W pewnym momencie zaczęło naprawdę padać, a porywisty wiatr wiejący
z tyłu siekł mnie kroplami po nogach, sprawiając że zacząłem surrealistycznie
marzyć o gorącym prysznicu i takiejże kawie. Skręcam w las licząc na
znalezienie drogi wiodącej do mostku na Potoku Bezimiennym. Drogę znalazłem,
ale najpierw pobłądziłem nieco. W zamian za to zwiedziłem tutejsze piękne
wydmy, o których istnieniu dotąd nie wiedziałem.
15:36 - przechodzę przez mostek na Bezimiennym. W pobliżu mostku znajduje
się jedna z "leśnych stajni" zwana Różą Wiatrów. Tu urządzam sobie
postój, przy okazji dzieląc się swoją wiedzą na temat topografii pobliskiego
terenu z uczestnikami marszu na orientację ( pieszymi i rowerzystami), który tu
się odbywał.
16:42 - mijam główne wejście do Białogóry
18:12 - przechodzę przez mostek na Piaśnicy w Dębkach
20:35 - suchą stopą przechodzę przez ujście do morza kanału Karwianka i
wejściem "Karwia 47" wkraczam do Karwi, aby poczynić zakupy na resztę
czekającej mnie drogi i zjeść nieco spóźniony obiad w smażalni "Złota
Rybka".
22:55 - mijam tablicę z napisem "Jastrzębia Góra Wita", Gdyby nie
przenikliwe zimno i nieustająca groźba deszczu, noc można by uznać za piękną,
do czego walnie przyczyniał się wielki księżyc, od czasu do czasu ukazujący się
zza posępnych chmur.
00:08 - mijam tablicę z napisem "Chłapowo".
00:45 - mijam tablicę z napisem "Władysławowo". Po drodze nie mogę
się oprzeć pokusie, aby nie skorzystać z okazji i w czynnym nocą
"Fastfoodzie" konsumuję hot doga.
02:05 - opuszczam Władysławowo i dalej idę ścieżką rowerową wiodącą wzdłuż
Mierzei Helskiej.
03:13 - Chałupy
04:40 – Kuźnica
06:20 - ważna godzina, ta 120. zastaje mnie w Jastarni w pobliżu tutejszej
"Biedronki".
07:16 - "Jurata wita".
07:37 - wkraczam w obszar administracyjny Helu, mijając "witacz",
czyli tablicę z napisem: "Hel - witamy".
10:14 - kolejny "witacz", już we właściwym Helu.
10:46 - KONIEC! Wejście nr 67 na Cyplu Helskim.
Ostanie kilkaset metrów pokonuję w honorowej asyście Sekretarza Miasta Helu
pana Marka Dykty, który natyka się na moją osobę przypadkiem i towarzyszy mi
jadąc rowerem, aż do końca. W ten sposób, mam godnego zaufania świadka, który
może poświadczyć rzetelność czasu, w którym zakończyłem swoją kolejną wyprawę.
Na plaży pan Marek wykonuje jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć, składa mi gratulacje,
po czym rozstajemy się, a ja idę na zachód plaży, aby korzystając z pięknej
pogody, która dopiero teraz nastała wysuszyć namiot i inne rzeczy.
Tym razem udało mi się poprawić mój dotychczasowy rekord życiowy z czerwca
ubiegłego roku o 51 minut. Obecny rezultat to 124 godz. 26 min. Dziękuję za
uwagę, wytrwałość i wyrozumiałość czytelnikom niniejszego bloga, to na razie
tyle, za czas jakiś opublikuję tradycyjne podsumowanie.