Start o godzinie 6:22 spod przeprawy promowej w Świnoujściu. Meta o godzinie, 2:50 cztery kilometry przed Kołobrzegiem. Nie będę się rozpisywał o rzeczach, o których już wielokrotnie pisałem przy okazji poprzednich edycji moich wypraw. W następnych tekstach ograniczę się do podania najważniejszych danych i ewentualnie takich wydarzeń, a szersze omówienie nastąpi już po zakończeniu całej wyprawy. Dodam, że jako ważne wydarzenie tego pierwszego dnia, uważam brak bolaków (nie licząc pęcherza u nasady palca wskazującego prawej ręki).
Blog poświęcony próbie pokonania pieszo trasy Świnoujście - Hel w czasie poniżej 120 godzin.
środa, 29 sierpnia 2018
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
W czerwcu nie wyszło, może sierpień okaże się łaskawszy
Jestem mocno zdegustowany czerwcową wyprawą. Po mocnym początku, dalej było już tylko gorzej. W jako takim czasie dotarłem do połowy trasy i zmuszony byłem wywiesić białą flagę,
pokonany przez mojego prześladowcę, którym już od kilku lat jest pęcherz pojawiający się to na lewej, to na prawej stopie. Tym razem było mu łatwiej mnie zgnębić, jako że trwała fala dokuczliwych upałów. Do Helu dotarłem częściowo pieszo, częściowo samochodem, korzystając z uprzejmości przejeżdżających kierowców.
Postanowiłem ponowić próbę pod koniec sierpnia. Będzie chłodniej, a zatem łatwiej. Poza tym niebagatelne znaczenie ma pewna okoliczność logistyczna. Mianowicie przed sezonem odcinek Rowy - Łeba jest gastronomiczną pustynią. 34 km pustej plaży. Wprawdzie 12 km za Rowami, tuż za wydmami znajduje się bar zwany Czerwoną Szopą, ale otwierany był on ostatnio dopiero w połowie czerwca, gdy ja już wracałem do domu. Założyłem sobie ambitnie, że trzeci etap zakończę za Rowami, a będą to późnonocne godziny, więc gdyby nie ta Szopa musiałbym zaopatrzyć się w prowiant, a zwłaszcza w napoje już w Ustce i musiałbym taszczyć z 5 kg dodatkowego bagażu przez blisko 50 km. A tak, po dwóch godzinach marszu od obozowiska, będę mógł opić się i najeść w tejże Szopie i pomknąć dalej właściwie nawodniony i zaopatrzony aż do samej Łeby.
Tak to sobie sprytnie wykombinowałem. Wyruszam we wtorek, tj. 28. sierpnia rano, nie bez obaw przed moim prześladowcą, ale i pełen nadziei.
środa, 6 czerwca 2018
Etap VI 04.06.2018r Władysławowo - Hel (36 km)
Tomek, mój podwózca, zaproponował mi podwózkę do Władka. Skwapliwie skorzystałem z jego propozycji i po 21. byłem już w Helu.
Etap V 03.06.2018r. przedpola Łeby - Lubiatowo - 34 km
jedynym tutejszym ośrodku. Usłyszałem cenę 140 zł.
niedziela, 3 czerwca 2018
Etap IV 02.06.2018 r. Orzechowo - przedpola Łeby (32 km)
sobota, 2 czerwca 2018
Etap III 01.06.2018 r. Kanał Szczuczy - Naćmierz oraz Ustka - Orzechowo (28 km)
Dzień rozpoczął się upalnie. W strugach potu minąłem Darłówko i dotarłem do Wicia. Stąd miałem zamiar obejść teren poligonu. Problem polegał na tym, że nie mogłem rozwinąć właściwej prędkości. Uraz pięty powodował, że nie mogłem wydłużyć kroku, a pęcherz z przodu stopy uniemożliwiał właściwe odbicie. Przeszedłem około 5 km asfaltową szosą i zdałem sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Perspektywa kilkudziesięciu tysięcy uderzeń bolącą stopą o twardą nawierzchnię zmroziła mnie mimo panującego upału. Pomyślałem - trudno, trzeba podwinąć kitę. Zdecydowałem się na podwózkę. O dziwo, już druga próba zaowocowała sukcesem. Do Ustki podwiozło mnie młode małżeństwo z dwumiesięczną Klaudią. Przed naszym przyjazdem przez Ustkę przetoczyła się nawałnica, ale nas już przywitało słońce. Z Ustki udałem się pod Orzechowo i tam spędziłem noc.
piątek, 1 czerwca 2018
Etap II 31.05.2018 r. Dźwirzyno - Kanał Szczuczy (59 km)
Dzień nie wyróżnił się niczym szczególnym. Pogoda w zasadzie dobra, czasem za gorąco, czasem zbyt chłodno, chłodny zwłaszcza był wieczór. Dotarłem mniej więcej tam gdzie zamierzałem, ale zbyt późno. Planowałem się położyć w okolicach godziny dwunastej, no pierwszej, a wyszło jak zwykle, czyli w okolicach godziny trzeciej. Jednak cud o którym pisałem nie nastąpił. Tragedii nie ma, ale sytuacja z wolna się pogarsza, idę coraz wolniej. Jutro czeka mnie trudny odcinek - przejście naokoło usteckiego poligonu. To będzie duże wyzwanie dla mojej kontuzjowanej stopy, ponieważ tego typu kontuzje nie lubią kontaktu z twardym podłożem, a czeka mnie ponad 30 km asfaltowymi szosami.
czwartek, 31 maja 2018
Etap I 30.05.2018 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
wtorek, 29 maja 2018
I znowu w drogę
Tym razem wyruszam 30. maja rano, znowu jestem dobrej myśli i mam nadzieję ukończyć trasę w regulaminowym czasie. W miarę możliwości będę starał się zamieszczać krótkie omówienia kolejnych pokonywanych przez mnie odcinków.
poniedziałek, 29 maja 2017
Etap III 28.05.2017 r. Kanał Szczuczy - Orzechowo (50 km)
Etap II 27.05.2017 r. Dźwirzyno - Kanał Szczuczy (60 km)
sobota, 27 maja 2017
Etap I 26.05.2017 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
czwartek, 25 maja 2017
Przez poligon i ustecką kładkę na dokładkę
Zapraszam do lektury krótkich relacji z wyprawy zamieszczanych na niniejszym blogu i pozdrawiam wszystkich jego czytelników, a także tych nieczytatych :-)
sobota, 20 sierpnia 2016
Etap drugi i ostatni 19.08.2016 r. Dźwirzyno - Kołobrzeg (7 km)
Gdy deszcz zelżał, ruszyłem dalej. Po drodze uświadomiłem sobie, że poprzedniego wieczoru w Pogorzelicy, podczas wieczornego przepaku, zostawiłem zapasowe wkładki do butów, których używałem zamiennie z oryginalnymi. Postanowiłem uzupełnić tę stratę w Kołobrzegu, udało mi się to w tamtejszej filii "Rossmanna". Po wyjściu ze sklepu uświadomiłem sobie - ku swojemu przerażeniu - że doznałem straty nieporównanie większej. Rano zostawiłem w lesie stelaż od namiotu. Została mi jedynie płachta, która od biedy wystarczyłaby pod warunkiem bezdeszczowej pogody. Dotychczasowe doświadczenia z aurą wykluczały takie rozwiązanie. Gdyby nie był to sezon, mógłbym spróbować iść dalej sypiając po kwaterach, ale po pierwsze - miałbym zapewne trudności z załatwieniem lokum dla jednej osoby na jedną noc na ostatnią chwilę, a poza tym pory o jakich składałem się na spoczynek kompletnie nie odpowiadałyby właścicielom. Alternatywa? Spanie pod namiotową szmatą w strugach deszczu, ale tę już wcześniej odrzuciłem. Powrót do obozowiska w celu odzyskania stelaża był fantasmagorią. Szukałem schronienia nocą, klucząc między krzaczorami, a rano też wykonałem małą rundkę, bo pomyliłem kierunki. Cud chyba tylko sprawiłby, że odnalazłbym ten niesforny stelaż, a powrót do tego miejsca i powrót do Kołobrzegu, nie licząc czasu szukania, to co najmniej 3 godziny. Jakby nie patrzeć, dalsza droga straciła sens. Postanowiłem wrócić do domu jak niepyszny i wyruszyć pociągiem najpierw do Piasków, później do Helu, a stamtąd już z nowym namiotem wrócić pieszo, ale już bez napinki.
piątek, 19 sierpnia 2016
Etap pierwszy 18.08.2016 r. Świnoujście - Dźwirzyno (84 km)
Gdy zacząłem rozbijać namiot, znów zaczął padać deszcz, który nie odpuścił aż do poranka.
środa, 17 sierpnia 2016
Za ciosem...
Wyruszam 18 sierpnia po szóstej rano. W Helu mam nadzieję zameldować się we wtorek 23 sierpnia we wczesnych godzinach porannych. Zapraszam do lektury krótkich notatek z poszczególnych etapów, zamieszczanych na niniejszym blogu z jednodniowym poślizgiem.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników niniejszego bloga.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Podsumowanie
Właściwy start miał miejsce 3 czerwca. Tym razem pogoda nie zawiodła. Przez całą drogę towarzyszyło mi słońce, nie spadła ani jedna kropla deszczu, a nawet przeciwny wiatr był moim sprzymierzeńcem, chłodząc moje oblicze. Pierwszy etap mierzył 83 km i zakończył się zgodnie z planem za Dźwirzynem.
Nazajutrz zaplanowałem pokonanie trasy Dźwirzyno - Kanał Szczuczy. Cel został zrealizowany, ale do mety dotarłem zbyt późno, ~ 2 godz. Winowajcą tego spowolnienia byłe pęcherze, które zaatakowały moje stopy w dniu poprzednim. Owe 2 godziny opóźnienia towarzyszyły mi już do końca, choć chwilami była to godzina, a czasami trzy.
Etap od Kanału Szczuczego do Dębiny, siłą rzeczy również zakończył się zbyt późno, czego konsekwencją był deficyt snu. Przez pierwsze trzy noce kładłem się około wschodu słońca, a wstawałem między ósmą a dziewiątą. Doświadczenie podpowiadało mi, że prędzej czy później to przeciąganie liny z Morfeuszem skończy się źle. Dokonało się to czwartego dnia, a właściwie nocy w pobliżu Stilo.
Już wcześniej tkanki miękkie mojego ciała protestowały , tworząc pęcherze na moich umęczonych stopach, a końcu zaprotestował mózg domagając się snu i tworząc nierealne wizje, które budziły moją grozę. Ten etap musiał zakończyć się wcześniej. Planowałem dojść o 7 km dalej, ale raz - było zbyt późno, a dwa - byłem zbyt zmęczony by iść dalej. Te 7 km przekładały się, mniej więcej, na te dwie godziny straty, która towarzyszyła mi aż do mety.
Tej nocy położyłem się już po wschodzie słońca i wstałem wyraźnie zniechęcony do świata.
Słoneczny poranek, a przede wszystkim stan plaży, który był idealny do marszu aż do początków Władysławowa, przywróciły mi wiarę w sens życia, które - jak wiadomo - jest drogą.
25 km do Karwi pokonałem w nieco ponad 5 godz., co natchnęło mnie nadzieją na przyzwoity wynik. Startując, odchudziłem mój ekwipunek o znoszony już namiot, szpilki, pusty kartusz po gazie, a także dziurawe gacie i sfatygowaną koszulkę. Dało to przynajmniej kilogram mniej do dźwigania.
Szło się świetnie, aż do "Władka". Tam stan plaży się pogorszył i wyszedłem do miasta. Tuż za rondem wyjazdowym z Władysławowa do Helu obaliłem wieczornego "Radlera", zmieniłem skarpetki i ścieżką rowerową ruszyłem w drogę, aż do Juraty. Tam wróciłem na plażę i, jak wspomniałem, 120. godzina zastała mnie około 7 km od celu, jakim jest wejście nr 67 na Cyplu Helskim. Wynik mógłby być o pół godz. lepszy, ale uszło ze mnie powietrze i zrobiłem sobie dodatkowy odpoczynek w okolicy tablicy z oznaczeniem 29 km.
W sumie wynik nie jest zły, do połknięcia zostały jeszcze 2 godziny. Kończąc trasę obiecywałem sobie solennie (jak zawsze), że to już ostatni raz, ale już nazajutrz wiara w sukces powróciła. Być może pod koniec sierpnia podejmę kolejną próbę.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wytrwałych czytelników.
czwartek, 9 czerwca 2016
Etap V - uzupełnienie: 07.06.-08.06. 2016 r. Lubiatowo - Hel (77 km)
Etap V - uzupełnienie
Tego ranka położyłem się spać o 4:30, krótko po wschodzie słońca. Postanowiłem w końcu się wyspać i wstałem dopiero o 10:30 w nastroju zdecydowanie defetystycznym. Z towarzyszeniem słońca wyruszyłem o 12:35 spod wejścia Słajszewo 47, o kilometr przed Lubiatowem.
I w telegraficznym skrócie:
12:51 - Lubiatowo 44, w przyplażowym centrum gastronomicznym kupuję sobie loda i Pepsi
13:15 - przekraczam ujście Lubiatówki
14:00 - ujście Potoku Bezimiennego (tu zamierzałem startować tego dnia)
14:30 - Białogóra 33, stan plaży był tym razem idealny, twarda i równa niczym stół, nogi same niosły i zacząłem dostrzegać szanse ukończenia marszu w 120 godz.
16:05 - przekraczam kładkę na Piaśnicy w Dębkach
18:10 - przekraczam Kanał Karwianka po wąskiej, niestabilnej kłodzie położonej w poprzek jego nurtu, posiłkując się kijkami dla utrzymanie równowagi, czym wzbudzam aplauz plażowiczów obserwujących z napięciem moją ekwilibrystykę
19:35 - most na Czarnej Wodzie za Karwią, wejściem Ostrowo 38 wracam na plażę, która zwykle w tych okolicach nie sprzyja szybkiemu marszowi, ale teraz sprzyja
20:54 - mijam betonową opaskę chroniącą brzeg przy latarni morskiej "Rozewie"
21:47 - Wąwóz Chłapowski
22:05 - wejściem Władysławowo 9 wchodzę do miasta
23:30 - opuszczam Władysławowo
00:45 - Chałupy
01:53 - Kuźnica, tu robię przerwę na posiłek siedząc na ławce przy ścieżce rowerowej, odwrócony do niej tyłem, gdy cicho nadjeżdżający rowerzysta - żartowniś czyni gromkie Uu! Rzeczywiście mnie przestraszył.
03:01 - parking rowerowy, tu dwa lata temu poległem na walce ze snem, ale nie tym razem. Czułem zbliżające się objawy nadciągającego kryzysu, ale szczęśliwie szybko przeminął
03:45 - rondo wjazdowe do Jastarni, jak się później okazało w Jastarni widział mnie przejeżdżający samochodem znajomy z Helu, u którego obecnie mieszkam. Adam, pozdrawiam Cię :-)
O piątej z minutami w Juracie schodzę na plażę, aby w ten sposób kontynuować marsz aż do końca. Im bliżej celu, tym stan plaży się pogarszał, ale byłem konsekwentny.
06:25 - sto dwudziesta godzina trasy zastaje mnie 7 km od właściwego jej końca, o dwa kilometry przed Punktem Obserwacyjnym nr 26 Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej
08:30 - wejście nr 67 na Cyplu Helskim - koniec udręki :-) Wynik? 122 godz. i 5 min.
A zatem ubiegłoroczny rezultat poprawiony został o 2 godziny i 23 minuty.
Tyle suchych faktów, Garść refleksji na temat przebiegu całej trasy wrzucę do sieci w ciągu kilku najbliższych dni